Pierwszą majową noc spędziłem urządzając sobie maraton filmowy. Jako, że towarzyszyła mi
młodsza siostra wraz z koleżanką, wedle umowy, którą zawarto dlatego, iż usiłuję być naprawdę
dobrym, wyrozumiałym bratem, wybór oglądanych dzieł światowej kinematografii nie leżał w mojej gestii. Tak oto Majowy Nocny Maraton Filmowy przekształcił się w Nocny Maraton... sagi Zmierzch.
Bite sześć godzin pochłanialiśmy tony niezdrowego żarcia i napojów (ja dodatkowo podtruwałem się papierosami i piwem) usiłując przetrawić głębokie, trudne i ważne treści przekazywane nam
za pośrednictwem trzech filmowych dzieł.
Pierwsza odsłona kultowej serii okraszana była przez moją skromną osobę sprośnymi żartami
sytuacyjnymi (jestem pewien, że w co najmniej dziesięciu scenach filmu, głównej bohaterce
fraza "Fuck me!" ciśnie się na usta, w kilku scenach Edzio z kolei wygląda jakby popuścił w spodnie). Nieletnim nie do końca podobało się, że to dorosłe bydle, które siedzi obok ma czelność robić sobie jaja z tak wspaniałego filmu. Postanowiłem zmienić styl żartów i zacząłem ostentacyjnie dopingować bohaterów, zakrywać oczy w razie dostrzeżenia choćby minimalnej drastyczności sceny, bądź udawać płacz, gdy zamiarem reżysera było wzruszenie widza. Parę pierdolnięć w głowę poduszkami pozbawiło mą skromną osobę resztek rezonu i przez pozostałe dwie części grzecznie i cicho przyjmowałem napływające wraz
z treścią totalne odmóżdżenie. Ba! Udała mi się nawet identyfikacja z jednym z bohaterów!
Pierwszą rzeczą, która mnie załamała była tępota i społeczne upośledzenie głównej bohaterki (Belli- jak ślicznie). 17- letnia dziewczyna nie pojmowała najprostszych nawet interakcji socjalnych, naiwnie próbowała zjednoczyć dwa gatunki, które zostały odkreślone jako naturalni wrogowie. Co gorsza (ubolewam nad Twą śmiercią słodka logiko!) udało jej się to. Wampiry wpierdalające sarenki stanęły ramię w ramię z mniejszością etniczną reprezentowaną przez indiańskie wilkołaki. Wspólnie i w zgodzie skopali zadki innym wampirom.
Gdy zwalczyłem chęć popełnienia rytualnego samobójstwa, byłem w stanie rozkoszować się debilizmem, jakim jest przedstawienie trzech czarnych (jeden dosłownie) charakterów na początku sagi, by każdego z nich uśmiercać w ilości jeden/film. Z niewiadomych przyczyn główna bohaterka jest odporna na wampiryczne moce, nadto niemal każdy przedstawiciel tego gatunku jest idiotą i chce brutalnie ją uśmiercić.
Muszę wspomnieć o potężnym, królewskim wampirycznym rodzie, który posiada licznych przydupasów i żywi się pechowymi, zagranicznymi wycieczkami. Są Włochami, całe szczęście noszą długie włosy, więc nie są przedstawicielami urody typu śródziemnomorska ciota. Za to ich wpływy są wielkie, a plany dalekosiężne, toteż ich potęga adekwatnie pozwala im na znęcanie się nad słabszymi i drapanie się po tyłkach.
Chyba umiera mi mózg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz